Zanim zaczniecie czytać: to nie jest teoria, tylko praktyka.
W ciągu ostatnich 11 miesięcy (od kiedy Kościół Ludzi Słońca uzyskał wpis do rejestru MSWiA) spotkałem się ze zjawiskiem, o którego skali nie miałem pojęcia przez całe moje wcześniejsze życie. Ciągle niedowierzam, jak daleko i jak głęboko zapuszczone są korzenie przedziwnych mitów prawnych i przekonań związanych z kościołem, a także najróżniejszych teorii foliarskich oraz metod robienia interesu polegających na wciskaniu ludziom kitu – często bazując na osobistych tragediach tych ludzi.
Nie ma dnia, żebym nie zadał sobie pytania: „Ale jak to?” 🤯
To są przekonania, z którymi do kościoła przychodzą najróżniejsze osoby i chcą swoje wizje w kościele realizować. Nazbierało się już tego całkiem sporo, więc od jakiegoś czasu nie jestem tak często zaskakiwany nowymi. Myślę, że właśnie dlatego teraz jest dobry moment, żeby je opisać.
Postaram się od czasu do czasu jedną taką „perełkę” tutaj na stronie, w tym poście opisać (dodawać na końcu edytując post).

👉 1. Handel ludźmi metodą „na misjonarza”.
Jak wiemy, polskie przepisy są dość uprzejme w stosunku do kościołów i związków wyznaniowych.
Art. 187 ustawy o cudzoziemcach mówi:
Zezwolenia na pobyt czasowy ze względu na inne okoliczności można udzielić cudzoziemcowi, jeżeli:
3) jest duchownym, członkiem zakonu lub osobą pełniącą funkcję religijną w kościele lub związku wyznaniowym, którego status jest uregulowany umową międzynarodową, przepisami obowiązującego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej prawa lub który działa na podstawie wpisu do rejestru kościołów i innych związków wyznaniowych, i jeżeli jego pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest związany z pełnioną funkcją lub przygotowaniem do jej pełnienia.
Okazało się, że zaradne „agencje pracy” postanowiły werbować ludzi na wszystkich kontynentach świata (no może z wyjątkiem Antarktydy) do nielegalnej pracy w Polsce i Unii Europejskiej. Zwerbowany przyszły pracownik, jako „osoba duchowna”, pojawiał się w ambasadzie z kościelnym dokumentem (często nazywanym dekretem) i po krótkiej rozmowie otrzymywał wizę typu D.
Gdy te formalności państwowe były już załatwione, taką osobę delegowano często do pracy fizycznej – np. na budowie. Problem w tym, że uzyskane w ten sposób pozwolenie na pobyt nie uprawnia do pracy ani na umowę o pracę, ani na umowę cywilnoprawną. Pozwolenie dotyczy wyłącznie działalności związanej z pełnioną funkcją religijną.
Próbowano więc „delegować” takich ludzi do pracy na niejasnych i niezgodnych z prawem zasadach, próbując uzasadniać ją jako pomoc, którą „misjonarze” oferują w ramach działalności kościoła (tu pojawiło się największe „ale jak to?” 🤯).
Z doniesień medialnych i bezpośrednio od samych organizatorów wiemy, że tacy „misjonarze” często pracują w trudnych warunkach, w pełnym uzależnieniu od swojego kościelnego „pracodawcy”, wykonując pracę niemalże niewolniczą. A jak się komuś nie podoba? Trudno – „dekret misjonarski” zawsze można cofnąć i wracasz do swojego kraju.
Wszystkie osoby, które z takim „pomysłem” pojawiły się u bram Kościoła Ludzi Słońca, nie działają w strukturach Kościoła Ludzi Słońca i ani teraz, ani w przyszłości nie będą zapraszane.
Mimo że polskie prawo daje bardzo daleko idące uprzejmości dla kościołów, nie zgadzamy się, aby były one wykorzystywane do krzywdzenia innych ludzi.
Więcej o tym procederze można przeczytać w mediach – pojawiły się już pierwsze doniesienia. Wpiszcie w wyszukiwarkę:
„asystent wiceministra PiS założył zakon, by nielegalnie zatrudniać cudzoziemców”
Słońce nad Wami ⭕️
p.s. w lutym lub w marcu 2026 dopiszę kolejną ciekawostkę, będzie o darowiznach charytatywnych, a następnie moje przemyślenia o tym jak świetnie naklejka kościoła działa w pseudomedycynie